Następny rozdział za 15 komentarzy :)
„...-Hmm.. Tak jakoś. A co nie
podobała ci się moja mowa ? -zapytał z lekka urażony a ja miałam
ochotę mu strzelić w ten głupi łeb. -Nie, nie podobała. Wiesz
jak ja się czułam ?! Jak jakaś kompletna idiotka. Równie mogłeś
odpowiedzieć tylko „Tak, warto” i nic więcej. -powiedziałam
cała w nerwach, a on....”
...tylko przybił sobie facepalma, i odwrócił się do mnie bokiem,
zaczynając z jakąś tapeciarą obok. Włożyłam słuchawki do
uszu, włączając na full muzykę, co chwilę jednak zauważając że
Adam zerka na mnie kątem oka. Ale mieliśmy umowę. Wrócimy do
Polski, zachowujemy się jakbyśmy się nie znali. Nic, kompletne
zero. On nie zna mnie, ja nie znam jego. Tak będzie najlepiej moim i
jego zdaniem chyba tak samo. Nie wiedząc kiedy, moje powieki stały
się ciężkie, i mimo mojej woli zamknęły się, przez co oddałam
się w objęcia Morfeusza.
Szłam ścieżką
prowadzącą do Vicky. Dzwoniła do mnie wcześniej, cała zapłakana,
przez co nie mogłam zrozumieć co do mnie mówi, więc postanowiłam
do niej pójść. Przechodząc obok altanek zauważyłam Adama
siedzącego na ławce, i palącego skręta. Nie zdziwił mnie ten
widok, ponieważ już nie raz go takiego widziałam. Tyle że zawsze
był w towarzystwie kumpli, a teraz natomiast siedział sam jak
palec, z pobitym okiem, i przybitą twarzą. Minęłam go bez słowa,
lecz pomimo tego czułam na swoim ciele jego wzrok. Wchodząc do domu
Vicky, była taka cisza, że można byłoby usłyszeć odgłos
świerszcza. -Jest tu ktoś ?! -krzyknęłam, i usłyszałam że ktoś
chodzi po górze. Weszłam tam i skierowałam się do pokoju Vicky,
nie było jej tam, więc poszłam do ubikacji. Wchodząc drzwi były
czymś tak jakby podparte, zdziwiona popchnęłam je z trudem i
weszłam. To co zobaczyłam wstrząsnęło mną. Vicky leżała w
wannie, pełnej wody, cała zakrwawiona, nóż pływał po
powierzchni. Dostrzegłam na jej gardle, ranę. Ktoś ją zamordował.
Poczułam jak po moich policzkach ciekną łzy, zaczęłam krzyczeć.
Obróciłam się w stronę drzwi aby zobaczyć co mi przeszkadzało w
swobodnym otwarciu ich. Był tam Arek, powieszony na sznurówce która
była przywiązana do klamki. Zaczęłam krzyczeć przez łzy. Nie
wiedziałam co mam robić.
Szybko otwarłam oczy, i poczułam że moje policzki są mokre.
Rozejrzałam się, a wokół było wszystko tak jak wcześniej, tylko
Adam przyglądał mi się z uwagą. Widocznie nie wiedział o co
chodzi. Ja tylko wytarłam oczy, i sięgnęłam do kieszeni po
lusterko, które wzięłam na wypadek ze sobą. Jednak się przydało.
On nadal gapił się na mnie jak by ufoludki widział. -No nie patrz
się tak. To jest wkurzające. -powiedziałam przeglądając się w
lusterku. Jednak nie zaprzestał swojej czynności i nadal się
wpatrywał we mnie. -Głuchy jesteś ? -zapytałam a on tylko pokiwał
przecząco głową, i nadal się na mnie patrzył. -To powiedz o co
ci chodzi, bo tak bez żadnych podstaw to się na mnie nie gapisz.
-powiedziałam, a on mrugnął kilka razy oczami. Chyba go zaczęły
szczypać, bo miał wytrzesz jakby mu zapałki pod powieki
powstawiali. -Czemu płakałaś ? I czemu mówiłaś coś o Vicky że
coś tam nie żyje i coś o moim bracie ? -zapytał i nadal nie
spuszczał ze mnie wzroku. Zastanawiałam się czy powiedzieć mu
prawdę, ale właściwie to czemu nie ? Przecież to był tylko sen.
-Nic wielkiego. Po prostu coś mi się złego przyśniło. I tyle.
-powiedziałam, po czym pachnęłam ręką jakbym muchę odganiała.
-A tak a pro po. Pamiętaj, że w Polsce się NIE ZNAMY. -dodałam, a
on tylko kiwnął głową i odwrócił się z powrotem do tapeciary.
Resztę podróży spędziłam na słuchaniu muzyki, ponieważ nie
mogłam już zmrużyć oka.
Wysiadając z samolotu, zadzwoniłam do mamy, aby po mnie
przyjechała. Jak się okazało, była już na lotnisku, dzięki Bogu
zbawiła mnie od czekania tutaj. Skierowałam się po odbiór bagażu,
przy okazji gubiąc Adama z oczu. Być może to i lepiej, ponieważ
już tutaj mieliśmy udawać że się nie znamy. Wziąwszy bagaż z
taśmy, skierowałam się do mamy, która miała tabliczkę z moim
imieniem, podbiegłam i ucałowałam ją w policzek. Nie chciałam
nic mówić że mam amnezję, ponieważ pewnie zaczęłaby od razu
panikować. Udawałam że wszystko jest okey, że nic mi się takiego
nie stało w L.A. Skierowałyśmy się do naszego auta, i zaczęłyśmy
jechać w stronę domu. Całą drogę panowała niezręczna cisza,
której w żaden sposób nie potrafiłam przerwać. Dojeżdżając do
domu, zauważyłam jakiegoś chłopaka w drzwiach, zapewne mojego
brata. Wysiadłyśmy z auta -Emil ! Weź Julki walizkę z bagażnika
i zanieś do jej pokoju. Dobrze ? -zapytała, po czym Emil, podszedł
do mnie i mocno mnie przytulił. Zdziwiłam się troszkę, ale
odwzajemniłam uścisk, i weszłam do środka. Skierowałam się za
Emilem do mojego (chyba) pokoju, i usiadłam na łóżku. Muszę
komuś powiedzieć o mojej amnezji, bo inaczej to chyba się załamię.
To jest naprawdę trudne, nie rozpoznawać kogoś, nie potrafić
zwrócić się do danej osoby po jej imieniu. To było najgorsze.
-Emil ? Możemy pogadać ? -powiedziałam zmartwionym głosem, który
zaczynał mi się łamać z niewiadomych przyczyn. -Eeej. Mała co
się dzieje ? -podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, pocierając
o nie ręką. -No bo widzisz. W L.A. Było tak że coś mi się
stało. Tylko nie wiem co, nie zdążyłam o to wypytać Adama. No i
wiem że byłam chora na jakąś grypę, i mam amnezje. Nie pamiętam
nic, pustka w głowie. Proszę pomóż mi jakoś. -powiedziałam, a
po moim policzku spłynęła łza. Emil przytulił mnie, i pocałował
w głowę. -Spokojnie shawty, wszystko będzie dobrze. Pomogę ci.
Zaczniemy od tego że teraz idziesz na spacer ze mną, i pokaże ci
gdzie jest twoja szkoła, gdzie jest dom Vicky. Wszystko ci pokarzę
i opowiem co i jak o twoim życiu. Okey ? -powiedział a ja tylko
pokiwałam głową. -A teraz, nie mazgaj mi się tutaj, tylko idź
się jakoś doprowadź do porządku bo zaraz będziemy wychodzić.
Zrozumiano. ?! -Ja tylko zaśmiałam się i szybko poszłam do
ubikacji, do której pokierował mnie Emil. Po ogarnięciu się,
czyli uczesaniu włosów, i umyciu twarzy, poszłam razem z Emilem na
„spacer krajoznawczy”. Wyszliśmy z domu i skręciliśmy w prawą
stronę. Szliśmy powolnym krokiem, nic się nie odzywając. Ta cisza
nie była niezręczna. Była taka miła, dla mnie idealna, natomiast
nie wiem jak dla mojego brata. Przechodziliśmy obok jakichś
altanek. -No więc. Tutaj masz altanki, dużo spędzałaś w nich
czasu. Najczęściej z Vicky. -powiedział, i uśmiechnął się
miło, ja odwzajemniłam gest, po czym poszliśmy dalej. -Tu masz
sklep. - powiedział i wskazał na żółty budynek, który na jednej
ścianie był porośnięty winogronem. -Tutaj. -tym razem wskazał na
oliwkowy dom, z pięknym ogrodem. -mieszka Vicky. Pamiętasz ją
trochę ? -zapytał. A ja tylko chwilę zaczęłam się zastanawiać.
-No tak przez mgłę. Dzisiaj w samolocie mi się o niej śniło coś
strasznego. Chyba przez to mi się przypomniała po trochu.
-powiedziałam, a on tylko kiwnął głową. Przeszliśmy jeszcze
kilkanaście metrów i znaleźliśmy się pod szkołą...
DALEJ!
OdpowiedzUsuńboskie ale niech oni się jednak pogodzą czy coś ;C
OdpowiedzUsuńDziękuję za dedyk <3 JA i tak wiem, że nikt mojego nie czyta ;P Co do posta świetny, ale krótki :(
OdpowiedzUsuńBooski post <33 Dawaj dalej tylko dłuuższe *.*
OdpowiedzUsuńpisz dłuższe ;/
OdpowiedzUsuńdawaj następny :*
OdpowiedzUsuńUuuu...dawno mnie tutaj nie było...mało się zmieniło...szczerze ta historyjka z LA trochę się popsuła...na początku było fajnie i wgl świetny motyw ale potem zostało to troche źle poprowadzone... nie mniej jednak całkiem przyjemnie mi się to czytało i czekam na dalszy ciąg wraz z innymi czytelniczkami.:).
OdpowiedzUsuńPS. Może niektórym osobom mój komentarz się nie spodoba, ale myślę że się na mnie nie obrazisz za kilka słów krytyki ;d
fajny jak zawsze :D
OdpowiedzUsuńkiedy następny ?
OdpowiedzUsuńboże umre z ciekawości :d/Ola
OdpowiedzUsuńale to jest wciagające :O
OdpowiedzUsuńczekam na next
OdpowiedzUsuńiiiiii co dalej ?
OdpowiedzUsuńnoo czekamy :D
OdpowiedzUsuńmam nadzieje że następny rozdział będzie o wiele dłuższy :)
OdpowiedzUsuń