Dzisiaj wchodzę sobie na bloga, pacze ile komentarzy przy ostatnim rozdziale a tam: 24. Moja mina: "O.O". Bożesz. Dziękuję wam <3 Jesteście kochani <3 Już pisałam to w "mini info ;d" ale napiszę to też tutaj. Dziękuję ci bardzo Olu za to że mnie broniłaś, choć nie musiałaś. I.! Jeżeli są błędy ortograficzne i interpunkcyjne to ze względu na dysortografię a nie ze względu na nieuwagę przy pisaniu. Kolejny rozdział za 15 komentarzy <3
„Wkurzony
i lekko zakrwawiony skierowałem się w stronę hotelu. Wchodząc do
pokoju, zauważyłem tę pielęgniarkę co wczoraj. No nie. Podobnie
jak i wczoraj, szybko otworzyłem drzwi do mojego pokoju, przy okazji
potykając się o próg i wpadając jak nienormalny...”
...zamknąłem
nogą drzwi, i odetchnąłem z ulgą. Poleżałem chwilę i
pooddychałem głęboko, po czym wstałem i poszedłem się umyć. Po
wykonaniu tych czynności ubrałem
się i spojrzałem na telefon. Wskazywał on 16.58. Szlag,
spóźnię się. Miałem być w szpitalu na 17. Szybko wybiegłem z
hotelu, wcześniej zamykając drzwi.
~.~.~
Pięknie
spóźnia się już 15 minut -pomyślałam, po czym stanęłam przy
oknie. Spojrzałam w dół, i aż mi się zachwiało w głowie, ale
podtrzymałam się rękami parapetu, i spojrzałam ponownie,
zauważyłam tym razem Adama - bo tak ma chyba na imię z tego co mi
wiadomo - biegnącego w stronę szpitala. Usiadłam z powrotem na
łóżku i czekałam z grobową miną. Wszedł do sali w której
przebywałam na pełnym chilloucie nie przejmując się niczym.
-Gotowa ? -powiedział od niechcenia a ja tylko kiwnęłam głową na
„tak” i wstałam. Poszliśmy do lekarza prowadzącego po wypis.
Gdy go dostaliśmy udaliśmy się w stronę jakiegoś hotelu. Całą
drogę przebywaliśmy w ciszy i spokoju, co chwilę spoglądał na
mnie kątem oka, ale nie okazywał zbytniej uwagi moją osobą. Gdy
doszliśmy, skierował on się do recepcji,a ja poszłam za nim. Stał
przed nami jakiś facet, bardzo dobrze zbudowany, i łysy. Gdy już
odszedł podeszliśmy bliżej. -Dzień dobry. Chciałem wynająć
jeszcze jeden pokój. -powiedział ze stoickim pokojem na twarzy,
widocznie też tutaj zamieszkiwał przez ten czas. -A dzień dobry
panu. Widzi pan, bo tamten mężczyzna, który był właśnie przed
wami, wynajął ostatni pokój. Niestety nie ma już żadnego pokoju
wolnego. Przykro mi. -Adam zrobił zawiedzioną minę -A nawet
apartamentu nie ma wolnego ? -zapytał z nadzieją w głosie.
-Niestety. Dzisiaj przyjeżdżają chłopcy z ROOM 94 i zarezerwowali
całe ostatnie piętro. Nie ma wolnych pokoi. Z przykrością to
mówię, ale widocznie będzie pan musiał wynająć pokój w hotelu
obok. -zrobiła skrzywiona minę powiązaną z uśmiechem. -To ja
podziękuję. Najwyżej będziemy spali w jednym pokoju. -skrzywił
się i odszedł. Ja nie ruszyłam się z miejsca, a on podszedł
złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę windy. Weszliśmy do
niej, a on wcisnął numer 19. Jechaliśmy około 2 minut, po czym
drzwi się otworzyły, ruszył w stronę drzwi z numerem 296.
Otworzył je, i przepuścił mnie w drzwiach. Nowość. Dziwił mnie
tylko fakt że się do mnie nie odzywa. Ja mu przecież nic nie
zrobiłam, fakt, może i go nie pamiętałam ale to nie jest moja
wina że mam amnezję ! Myśli że ja chcę mieć ten zanik pamięci
?! Myśli że fajnie tak jest ?! Myśli że fajnie nie pamiętać
wyglądu swoich przyjaciół, kolegów, koleżanek, nauczycieli,
ogólnie wszystkich ludzi których znam, a właściwi znałam. ?! Nie
wytrzymując, i mając łzy w oczach, zapytałam się gdzie łazienka,
i szybko do niej pobiegłam. Zatrzasnęłam drzwi i się rozpłakałam.
Tłumiłam ten odgłos w hotelowym ręczniku. Nie chciałam żeby ten
nadęty bufon mnie usłyszał. A jednak. Los chciał inaczej po po
jakichś 20 minutach przyszedł pod drzwi. -Ej, długo tam będziesz?
-zapytał bez jakichkolwiek emocji. -Nie wiem. -odpowiedziałam
najnormalniejszym głosem jakim mogłam, ale i tak dało się w nim
wyczuć łamiący się głos. -Julka, czemu płaczesz ? -zapytał, a
ja nic nie odpowiedziałam, tylko oparłam się o kafelki wyłożone
na wannie, i odchyliłam głowę do tyłu. -Jesteś tam ? Boże co ja
mówię. Na pewno tam jesteś. Julka, otwórz drzwi. Proszę !
-zawołał, ale ja nie zareagowałam ponownie i dalej pozostałam w
tej pozycji. Usłyszałam dobijanie się do drzwi, ale zignorowałam
to, a po mojej twarzy nadal leciały słone łzy, których nijak nie
mogłam powstrzymać. Ponowne walenie ręką o drzwi, a ja nadal w
bezruchu. -Idź stąd. -powiedziałam łamiącym się coraz bardziej
głosem bez okazywania jakichkolwiek uczuć. -Daj sobie spokój,
przecież i tak wiem, że nie interesuje cię w ogóle moja osoba,
czujesz do mnie tylko samą nienawiść i zero jakiejkolwiek
sympatii. -powiedziałam na jednym wydechu, po czym wybuchłam
jeszcze większym płaczem który próbowałam stłumić nadal w
ręczniku hotelowym. -Tak, racja. Nie przepadam zbytnio za tobą, ale
to nie oznacza że nie wytrzymam z Tobą do jutra, wieczorem. Już
jutro wylatujemy, nie musisz się przejmować, więcej mnie nie
zobaczysz. No w szkole i owszem będziesz musiała mnie oglądać ale
poza szkołą, już nie. -powiedział najnormalniejszym głosem, a
mnie to i tak zbytnio nie interesowało. -Daruj sobie. Nienawidzisz
mnie, i idzie to od ciebie wyczuć na kilometr. Wierz mi że, gdybym
miała taką możliwość przeprowadziłabym się najdalej od ciebie,
i twojej chorej psychiki. -powiedziałam, nadal nie otwierając mu
drzwi. Mogłabym nawet w ogóle nie wychodzić z tego kibla. Mi tu
było dobrze, nie śmierdziało, wodę bym miała, gorzej z
jedzeniem, ale to formalność. Mówił coś do mnie ale ja go nie
słuchałam. Wstałam po cichu i otworzyłam jak najciszej umiałam
szafkę znajdującą się obok lusterka. Przeglądałam ją
dokładnie, i w końcu znalazłam to czego szukałam. Żyletkę. On
rozwiąże mój problem. Wiem to na pewno. Siadłam na podłodze,
opierając się o drzwi i pociągnęłam trzęsącą się dłonią po
moim nadgarstku. Zaczęła lekko sączyć się krew, a po chwili
jedna kropelka spadła na ziemię. Adam dalej krzyczał i dobijał
się, ale ja nadal go ignorowałam. Pociągnęłam kolejny raz, już
mniej trzęsącą się ręką, lecz tym razem wbiłam ciocię żyletkę
głębiej. Krew zaczęła dalej lecieć. A ja bez żadnych emocji
opuściłam rękę na ziemię. Wokół mnie było już kałuża krwi,
która prawdopodobnie wydostała się na drzwi. Adam zaczął
krzyczeć a ja już lekko opadnięta z sił wstałam i poszłam
odłożyć żyletkę. Mama mnie zawsze uczyła aby nie pozostawiać
po sobie żadnych zbędnych dla kogokolwiek rzeczy. Odłożyłam moją
kochaną ciocię na swoje miejsce i chciałam usiąść pod drzwiami
gdy do ubikacji wparował Adam, trzymający się za przed ramię.
Spojrzał na moją zalaną łzami twarz, a później na rękę.
Szybko, bez żadnych słów skierował się po apteczkę która
leżała w szafce przy lusterku. Zaczął mi oblewać rany wodą
utlenioną, a ja próbując się wyrwać wpadłam w jego ramiona.
Przytulił mnie mocno, i nie puszczał, póki się nie uspokoiłam i
nie przestałam wyrywać z jego objęć. Gdy już mnie wypuścił z
uścisku, chwycił moją rękę i zaczął dalej opatrywać moje dwie
kochane kreski, które mogły mnie w jakiś sposób uratować. Nagle
poczułam szczypanie, i zobaczyłam wielką pianę z Burzyn
powstających w wyniku odkażania rany. Po moich policzkach nadal
płynęły łzy, których za żadne skarby świata nie mogłam
powstrzymać. Gdy obandażował mi rękę, skierował mnie w stronę
sypialni. Usadowił mnie na łóżku, po czym sam usiadł obok mnie i
ślepo wpatrywał się we mnie. -Po co wchodziłeś do ubikacji ?
Nikt cię nie prosił o to. -powiedziałam bez uczuć, ale z łamiącym
się głosem. -ponieważ gdybyś sobie odebrała życie, miałbym się
na sumieniu. -powiedział podobnie do mnie, tyle że bez łamiącego
się głosu, od łez. -A nie pomyślałeś że ja może chciałam
umrzeć ? Nie pomyślałeś ? He ? -zapytałam, a z moich oczu
popłynęło jeszcze więcej słonych kropelek. -Pomyślałem. Ale
powiedz mi tylko to czemu się zamknęłaś i czemu chciałabyś
umrzeć. -powiedział, i spojrzał się na mnie, po czym zrobił minę
jakby się zastanawiał nad czymś. -A po co ci to wiedzieć.? I tak
mało cię interesuję to co robię, co myślę i co chcę zrobić z
moim życiem. -powiedziałam wstając i kierując się do wyjścia.
-Ej, ej, ej, ej, ej. A gdzie ty się wybierasz ? -zapytał, i zrobił
minę jakby go to w ogóle interesowało. Albo może po prostu mi się
zdawało ? Nie wiem... -Na Grenlandię pingwiny łapać.
Odpowiedziałam ci na twoje durne pytanie, a teraz wychodzę. Cześć.
-powiedziałam, po czym chciałam już wychodzić, ale złapał mnie
za rękę i rzucił na łóżko. -NIGDZIE IDZIESZ, CZY CI SIĘ TO
PODOBA CZY NIE. -powiedział przez zaciśnięte zęby, co mnie
przeraziło. Spojrzałam na niego jak na idiotę, a on parsknął
śmiechem i mruknął chyba „Dawna Julka” nie byłam tego pewna,
ponieważ powiedział to bardzo cicho. -Właśnie że pójd... Co ty
robisz ?! -przerwałam w pół zdania, patrząc, jak wyciąga jakiś
materiał z szafki, i idzie w moją stronę. -To. -powiedział, po
czym jeden koniec zawiązał na mojej ręce , a drugi przywiązał do
łóżka. -No chyba sobie jaja robisz ! Jak ja mam iść na przykład
do ubikacji ?! -Wydarłam się na niego, a on tylko wzruszył
ramionami. -Nie wiem. Zasłużyłaś na to. Nie mogę pozwolić żeby
ci się coś stało, bo twoi rodzice mnie wtedy zabiją. -powiedział,
po czym wzniósł teatralnie ręce jakby był na to wszystko
bezsilny. No chyba nie. Może mi jeszcze pieluchę założy. Tfu..
Wypluwam, bo się gdzie spełni i dopiero będzie. - Fajnie.
-mruknęłam i opadłam na łóżko. Fascynujące jest to że sufit
może być tak bardzo interesujący gdy nie ma się co robić. No w
najgorszym wypadku, mogłam się patrzeć na tę jego ohydną gębę,
która doprawiała mnie o mdłości. Myśli że będzie fajny jak
najpierw całkiem olewa dziewczynę, później udaje że interesuje
go jej osoba, a później powtórzy pierwszą czynność ? Bitch
please. Jeżeli zachowuje się tak wobec każdej laski, to ja jej z
góry współczuję, ponieważ być tak traktowaną to się w głowie,
nie mieści. O MÓJ BOŻE. Mam nadzieję, że nie będziemy spali w
jednym łóżku. Bo jeśli tak to jak wrócę do domu, to pierwsze co
zrobię to się zdezynfekuję. -Mam nadzieję że nie śpisz ze mną
w jednym łóżku. -powiedziałam bez słowa zawahania. A on spojrzał
się na mnie jak niepełną rozumu dziewczynę. -No a gdzie mam spać
? Z pingwinami, które miałaś na Grenlandii łapać ? -zapytał ze
zdziwioną miną, a ja w duchu skarciłam się za słowa które
wypowiedziałam wcześniej, teraz będzie mnie tym prześladował.
-Tak. A tak serio ? -zapytałam z nadzieją w głosie, że powie że
będzie spał sobie na podłodze. -Ja śpię na tym łóżku. Nie mam
z tym problemu, nie wiem jak ty. W końcu spaliśmy już kiedyś
razem. Nie ma się czego wstydzić. -odpowiedział, a ja nie
wierzyłam. Czy jemu chodził o to, że spać, że spać czy spać,
że seks ? Omg. Nie wiedziałam. -Ale że w jednym łóżku, czy że
no wiesz... -powiedziałam i poczułam jak krew napływa mi do
policzków. -No oczywiście że chodzi o seks. Nie mów że tego nie
pamiętasz ! -powiedział oburzony i klęknął przede mną na łóżku.
Ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona i schowałam twarz we
włosach -Nie no żartuję. Musiałaś ze mną spać na jednym łóżku
jak nocowaliśmy u mojej ciotki. -odpowiedział a mi ulżyło, ale
pomimo tego krew z policzków odpłynęła. -No nie mów że mi
uwierzyłaś w to że się z tobą przespałem ! -powiedział, i
roześmiał się chyba po raz pierwszy od naszego spotkania. Ładny
miał uśmiech, ale pomimo tego ja nadal siedziałam z naburmuszoną
miną. - może. -odpowiedziałam, a jego mina zrzedła. Spojrzał na
mnie i zaczął mnie szturchać w ramię przy tym lekko uśmiechając.
-możesz odwiązać mi tą rękę ? -zapytałam z lekko wkurzonym
głosem. Spojrzał się na mnie uważnie -a nie pójdziesz do Afryki
łapać żyrafy ? - zapytał a ja parsknęłam śmiechem. Bożesz.
Musi moje teksty kopiować.? -Wiedz że jak jakąś złapię, to
przyjdzie do ciebie i wyliże ci twoją krzywą buźkę swoim 50
centymetrowym jęzorem. - odpowiedziałam, i uśmiechnęłam się
łobuzersko. Chyba po raz pierwszy od jakichś 2-3 dni. - Ładny masz
uśmiech. - powiedział ni stąd ni zowąd. Do moich policzków znów
napłynęła krew, i zapewne wyglądałam teraz jak burak. -No to
odwiążesz ? -ponownie zapytałam, nawet nie dziękując za
komplement. -Hmm.. daj buzi w policzek to cię odwiążę -powiedział
i wskazał miejsce na swoim policzku, robił sobie ze mnie ewidentne
jaja, a mi się to nie spodobało. -Tak, od razu w dupę cię
pocałuje. -powiedziałam z sarkazmem w głosie. -Nie to nie.
Posiedzisz sobie do rana. -powiedział i usiadł obok mnie, opierając
się o ścianę. Ja z tą ręką długo nie wytrzymam, już mnie boli
od tego materiału. Ugh. -No dobra. Ale jeden raz. I masz mi
odwiązać. Okej ? -odpowiedziałam a on pokiwał głową do przodu i
do tyłu. Obrócił się do mnie przodem, podwijając pod siebie
nogi. Nadstawił policzek, a gdy miałam już go cmoknąć w policzek
on odwrócił głowę i trafiłam prosto w jego usta. Przytrzymał
moją wolną rękę i zaczął namiętnie mnie całować, siadając
przy okazji na mnie okrakiem. Próbowałam się wyrwać, odwrócić
głowę, ale na nic się zdały moje siły, ponieważ drugą ręką
chwycił mnie za brodę. Odessał się ode mnie -Proszę, odwzajemnij
pocałunek a cię odwiążę, proszę cię tylko o tą jedną rzecz.
-powiedział z litością wypisaną na twarzy. No chyba nie. I ja mam
oddać mu mój pocałunek ? No proszę was, normalnie on chyba
zwariował. Po raz kolejny musnął moje usta swoimi, delikatnie
schodząc coraz niżej, i niżej, aż do mojego dekoltu. -Dobra,
dobra, dobra, ale nie całuj mnie po cyckach. Człowieku, opamiętaj
się. -powiedziałam trochę wkurzona. Coś czułam, że on chce
czegoś więcej ode mnie, ale ja mu tego nie dam. Musnął ponownie
delikatnie moje wargi, a ja nie zareagowałam, powoli zaczynał czule
mnie całować, a ja oddałam mu ten pocałunek by mieć już to z
głowy. W końcu nasze języki zaczęły tańczyć dziki taniec ze
sobą. Pocałunek się pogłębiał, a ja niestety byłam tego w
pełni świadoma. Już nie trzymał ręką mojej twarzy i ręki,
natomiast jedną chwycił mnie za tyłek, a drugą miał pod moimi
plecami. Powoli zaczął mnie do siebie przyciągać, ale ja w końcu
oderwałam się od niego. -Odwzajemniłam pocałunek. A teraz proszę
cię abyś mnie odwiązał. - powiedziałam to ze stoickim spokojem,
a on tylko spojrzał się na mnie rozczarowanym spojrzeniem. Nie
mogłam pozwolić na to aby do czegoś między nami doszło, a tym
bardziej aby to się powtórzyło. -Okej. - mój wzrok przejechał
powoli po jego ciele i zatrzymał się na kroczu. Widoczny był
namiot, spojrzał się na mnie i powiódł za moim spojrzeniem, ja od
razu parsknęłam śmiechem a on zrobił się czerwony niczym cegła.
-Nachylił się nade mną aby odwiązać materiał -Nie przejmuj się,
każdemu się może zdarzyć. -szepnęłam mu na ucho, poczułam że
moja ręka jest już uwolniona. Pomimo tego że ją odwiązał,
zamarł momentalnie w bezruchu. Nie wiedziałam o co chodzi, więc
spojrzałam do góry, a on patrzył na moją szyję. -Emm.. o co
chodzi ? -zapytałam, a on nadal był w tej samej pozycji. W końcu
klasnęłam mu przed oczami rękoma. Poruszał
energicznie głową, jakbym wyrwała go z jakiegoś transu. -Jakim
cudem ty masz takie znamię* ? -wybałuszył na mnie oczy, a ja
myślałam że dostanę zawału. Nikt tego nie widział, po za mną,
Vicky, mamą i Emilem. NIKT. Omg. -Od urodzenia takie mam. Nie lubię
tego, ale nie mogę nic na to poradzić, usuwać tego też nie będę
bo szkoda mi kasy. -powiedziałam od niechcenia, chociaż w środku
mnie rozrywało dziwne uczucie. Tak jakby trochę rozbawienia,
strachu i zdziwienia. -Aha. Wiesz ? Ja się położę spać, bo
dzisiaj jakoś nie za bardzo się wyspałem. -powiedział i podrapał
się po karku, po czym skierował się do ubikacji. Po kilku minutach
usłyszałam szum wody, ja sama rozebrałam się i założyłam na
siebie jakąś jego koszulkę, która w sam raz zakrywała mój
tyłek. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit,
gdy nagle do pokoju wszedł Adam. -Fiu fiu, ale w mojej koszulce
wyglądasz seksownie. -powiedział a ja mimowolnie na niego
spojrzałam, po czym wstałam i skierowałam się w stronę łazienki.
Ponownie rozebrałam się i przypomniało mi się że zapomniałam
bielizny z pokoju. Nie chciało mi się ubierać z powrotem więc
postanowiłam że zawinę się w ręcznik i pójdę tak do pokoju.
Wchodząc Adam zagwizdał -Gwizda to się na psy, nie na kobiety. Nie
wiedziałeś ? -spiorunowałam go wzrokiem, po czym stanęłam przed
nim wychylając prawe biodro na bok. -Gdzie jest moja bielizna ?
-zapytałam bez zastanowienia, ponieważ nie zdążyłam przez tego
imbecyla dowiedzieć się gdzie w ogóle są moje bagaże i ubrania.
-Tam jest twoja walizka, kupiłem ci kilka ubrań i
najpotrzebniejszych rzeczy. Rozmiar stanika podpowiedziała mi
ciocia. Ha ha ha ha ha- wskazując palcem walizkę, roześmiał się
a ja po raz kolejny spiorunowałam go wzrokiem. Podeszłam do walizki
i zaczęłam w niej grzebać, w końcu znalazłam majtki i stanik.
Wstałam i odwracając się...
_______________________________________________________________
*zdjęcie
będzie w zakładce „Zdjęcia na potrzeby rozdziałów”
Super miśku :-* czekam na więcej ^^
OdpowiedzUsuńczekam na wiecej :)
OdpowiedzUsuńnie ma za co dziękować :* , a co do rozdziału świetny o jak zwykle czekam na następny /Ola
OdpowiedzUsuńświetny *-*
OdpowiedzUsuńteraz to ja już nie wiem to w końcu będą razem czy nie ?
OdpowiedzUsuńten rozdział jak na mnie jest dziwny no bo najpierw ma ja w dupie nie chce jej znać a teraz nagle się całują i Bóg wie jeszcze co? wgl. w tym rozdziale cały czas raz ten Adam był miły raz nie chciał jej znać, nie wiem czy ten rozdzial była jakiś taki.. i tak czekam na następny i mam nadzieje ze będzie lepszy od tego .
OdpowiedzUsuńjak na mnie ty się zastanów czy ta wypowiedź miała sens? no właśnie. to znaczy coś w tym jest bo w sumie racja ale napisałaś to tak trochę jak na mnie nie zrozumiale :D
Usuńajjj dawaj dalej *-*
OdpowiedzUsuńbędzie dziś jeszcze ?
OdpowiedzUsuńmają być razem!
OdpowiedzUsuńto oni będą razem?
OdpowiedzUsuńumre z ciekawości! <3
OdpowiedzUsuńboskie jak zawsze <3
OdpowiedzUsuńno dawaj następny szybko!
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz :3
OdpowiedzUsuńBlagam niech oni nie będą spokrewnieni.. Proszę niech będą parą <3 Pliss !
OdpowiedzUsuńproszę dodaj dzis
OdpowiedzUsuńdodasz coś ?
OdpowiedzUsuń