czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 14.

Dzisiaj wchodzę sobie na bloga, pacze ile komentarzy przy ostatnim rozdziale a tam: 24. Moja mina: "O.O". Bożesz. Dziękuję wam <3 Jesteście kochani <3 Już pisałam to w "mini info ;d" ale napiszę to też tutaj. Dziękuję ci bardzo Olu za to że mnie broniłaś, choć nie musiałaś. I.! Jeżeli są błędy ortograficzne i interpunkcyjne to ze względu na dysortografię a nie ze względu na nieuwagę przy pisaniu. Kolejny rozdział za 15 komentarzy <3




Wkurzony i lekko zakrwawiony skierowałem się w stronę hotelu. Wchodząc do pokoju, zauważyłem tę pielęgniarkę co wczoraj. No nie. Podobnie jak i wczoraj, szybko otworzyłem drzwi do mojego pokoju, przy okazji potykając się o próg i wpadając jak nienormalny...”

...zamknąłem nogą drzwi, i odetchnąłem z ulgą. Poleżałem chwilę i pooddychałem głęboko, po czym wstałem i poszedłem się umyć. Po wykonaniu tych czynności ubrałem się i spojrzałem na telefon. Wskazywał on 16.58. Szlag, spóźnię się. Miałem być w szpitalu na 17. Szybko wybiegłem z hotelu, wcześniej zamykając drzwi.
~.~.~
Pięknie spóźnia się już 15 minut -pomyślałam, po czym stanęłam przy oknie. Spojrzałam w dół, i aż mi się zachwiało w głowie, ale podtrzymałam się rękami parapetu, i spojrzałam ponownie, zauważyłam tym razem Adama - bo tak ma chyba na imię z tego co mi wiadomo - biegnącego w stronę szpitala. Usiadłam z powrotem na łóżku i czekałam z grobową miną. Wszedł do sali w której przebywałam na pełnym chilloucie nie przejmując się niczym. -Gotowa ? -powiedział od niechcenia a ja tylko kiwnęłam głową na „tak” i wstałam. Poszliśmy do lekarza prowadzącego po wypis. Gdy go dostaliśmy udaliśmy się w stronę jakiegoś hotelu. Całą drogę przebywaliśmy w ciszy i spokoju, co chwilę spoglądał na mnie kątem oka, ale nie okazywał zbytniej uwagi moją osobą. Gdy doszliśmy, skierował on się do recepcji,a ja poszłam za nim. Stał przed nami jakiś facet, bardzo dobrze zbudowany, i łysy. Gdy już odszedł podeszliśmy bliżej. -Dzień dobry. Chciałem wynająć jeszcze jeden pokój. -powiedział ze stoickim pokojem na twarzy, widocznie też tutaj zamieszkiwał przez ten czas. -A dzień dobry panu. Widzi pan, bo tamten mężczyzna, który był właśnie przed wami, wynajął ostatni pokój. Niestety nie ma już żadnego pokoju wolnego. Przykro mi. -Adam zrobił zawiedzioną minę -A nawet apartamentu nie ma wolnego ? -zapytał z nadzieją w głosie. -Niestety. Dzisiaj przyjeżdżają chłopcy z ROOM 94 i zarezerwowali całe ostatnie piętro. Nie ma wolnych pokoi. Z przykrością to mówię, ale widocznie będzie pan musiał wynająć pokój w hotelu obok. -zrobiła skrzywiona minę powiązaną z uśmiechem. -To ja podziękuję. Najwyżej będziemy spali w jednym pokoju. -skrzywił się i odszedł. Ja nie ruszyłam się z miejsca, a on podszedł złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę windy. Weszliśmy do niej, a on wcisnął numer 19. Jechaliśmy około 2 minut, po czym drzwi się otworzyły, ruszył w stronę drzwi z numerem 296. Otworzył je, i przepuścił mnie w drzwiach. Nowość. Dziwił mnie tylko fakt że się do mnie nie odzywa. Ja mu przecież nic nie zrobiłam, fakt, może i go nie pamiętałam ale to nie jest moja wina że mam amnezję ! Myśli że ja chcę mieć ten zanik pamięci ?! Myśli że fajnie tak jest ?! Myśli że fajnie nie pamiętać wyglądu swoich przyjaciół, kolegów, koleżanek, nauczycieli, ogólnie wszystkich ludzi których znam, a właściwi znałam. ?! Nie wytrzymując, i mając łzy w oczach, zapytałam się gdzie łazienka, i szybko do niej pobiegłam. Zatrzasnęłam drzwi i się rozpłakałam. Tłumiłam ten odgłos w hotelowym ręczniku. Nie chciałam żeby ten nadęty bufon mnie usłyszał. A jednak. Los chciał inaczej po po jakichś 20 minutach przyszedł pod drzwi. -Ej, długo tam będziesz? -zapytał bez jakichkolwiek emocji. -Nie wiem. -odpowiedziałam najnormalniejszym głosem jakim mogłam, ale i tak dało się w nim wyczuć łamiący się głos. -Julka, czemu płaczesz ? -zapytał, a ja nic nie odpowiedziałam, tylko oparłam się o kafelki wyłożone na wannie, i odchyliłam głowę do tyłu. -Jesteś tam ? Boże co ja mówię. Na pewno tam jesteś. Julka, otwórz drzwi. Proszę ! -zawołał, ale ja nie zareagowałam ponownie i dalej pozostałam w tej pozycji. Usłyszałam dobijanie się do drzwi, ale zignorowałam to, a po mojej twarzy nadal leciały słone łzy, których nijak nie mogłam powstrzymać. Ponowne walenie ręką o drzwi, a ja nadal w bezruchu. -Idź stąd. -powiedziałam łamiącym się coraz bardziej głosem bez okazywania jakichkolwiek uczuć. -Daj sobie spokój, przecież i tak wiem, że nie interesuje cię w ogóle moja osoba, czujesz do mnie tylko samą nienawiść i zero jakiejkolwiek sympatii. -powiedziałam na jednym wydechu, po czym wybuchłam jeszcze większym płaczem który próbowałam stłumić nadal w ręczniku hotelowym. -Tak, racja. Nie przepadam zbytnio za tobą, ale to nie oznacza że nie wytrzymam z Tobą do jutra, wieczorem. Już jutro wylatujemy, nie musisz się przejmować, więcej mnie nie zobaczysz. No w szkole i owszem będziesz musiała mnie oglądać ale poza szkołą, już nie. -powiedział najnormalniejszym głosem, a mnie to i tak zbytnio nie interesowało. -Daruj sobie. Nienawidzisz mnie, i idzie to od ciebie wyczuć na kilometr. Wierz mi że, gdybym miała taką możliwość przeprowadziłabym się najdalej od ciebie, i twojej chorej psychiki. -powiedziałam, nadal nie otwierając mu drzwi. Mogłabym nawet w ogóle nie wychodzić z tego kibla. Mi tu było dobrze, nie śmierdziało, wodę bym miała, gorzej z jedzeniem, ale to formalność. Mówił coś do mnie ale ja go nie słuchałam. Wstałam po cichu i otworzyłam jak najciszej umiałam szafkę znajdującą się obok lusterka. Przeglądałam ją dokładnie, i w końcu znalazłam to czego szukałam. Żyletkę. On rozwiąże mój problem. Wiem to na pewno. Siadłam na podłodze, opierając się o drzwi i pociągnęłam trzęsącą się dłonią po moim nadgarstku. Zaczęła lekko sączyć się krew, a po chwili jedna kropelka spadła na ziemię. Adam dalej krzyczał i dobijał się, ale ja nadal go ignorowałam. Pociągnęłam kolejny raz, już mniej trzęsącą się ręką, lecz tym razem wbiłam ciocię żyletkę głębiej. Krew zaczęła dalej lecieć. A ja bez żadnych emocji opuściłam rękę na ziemię. Wokół mnie było już kałuża krwi, która prawdopodobnie wydostała się na drzwi. Adam zaczął krzyczeć a ja już lekko opadnięta z sił wstałam i poszłam odłożyć żyletkę. Mama mnie zawsze uczyła aby nie pozostawiać po sobie żadnych zbędnych dla kogokolwiek rzeczy. Odłożyłam moją kochaną ciocię na swoje miejsce i chciałam usiąść pod drzwiami gdy do ubikacji wparował Adam, trzymający się za przed ramię. Spojrzał na moją zalaną łzami twarz, a później na rękę. Szybko, bez żadnych słów skierował się po apteczkę która leżała w szafce przy lusterku. Zaczął mi oblewać rany wodą utlenioną, a ja próbując się wyrwać wpadłam w jego ramiona. Przytulił mnie mocno, i nie puszczał, póki się nie uspokoiłam i nie przestałam wyrywać z jego objęć. Gdy już mnie wypuścił z uścisku, chwycił moją rękę i zaczął dalej opatrywać moje dwie kochane kreski, które mogły mnie w jakiś sposób uratować. Nagle poczułam szczypanie, i zobaczyłam wielką pianę z Burzyn powstających w wyniku odkażania rany. Po moich policzkach nadal płynęły łzy, których za żadne skarby świata nie mogłam powstrzymać. Gdy obandażował mi rękę, skierował mnie w stronę sypialni. Usadowił mnie na łóżku, po czym sam usiadł obok mnie i ślepo wpatrywał się we mnie. -Po co wchodziłeś do ubikacji ? Nikt cię nie prosił o to. -powiedziałam bez uczuć, ale z łamiącym się głosem. -ponieważ gdybyś sobie odebrała życie, miałbym się na sumieniu. -powiedział podobnie do mnie, tyle że bez łamiącego się głosu, od łez. -A nie pomyślałeś że ja może chciałam umrzeć ? Nie pomyślałeś ? He ? -zapytałam, a z moich oczu popłynęło jeszcze więcej słonych kropelek. -Pomyślałem. Ale powiedz mi tylko to czemu się zamknęłaś i czemu chciałabyś umrzeć. -powiedział, i spojrzał się na mnie, po czym zrobił minę jakby się zastanawiał nad czymś. -A po co ci to wiedzieć.? I tak mało cię interesuję to co robię, co myślę i co chcę zrobić z moim życiem. -powiedziałam wstając i kierując się do wyjścia. -Ej, ej, ej, ej, ej. A gdzie ty się wybierasz ? -zapytał, i zrobił minę jakby go to w ogóle interesowało. Albo może po prostu mi się zdawało ? Nie wiem... -Na Grenlandię pingwiny łapać. Odpowiedziałam ci na twoje durne pytanie, a teraz wychodzę. Cześć. -powiedziałam, po czym chciałam już wychodzić, ale złapał mnie za rękę i rzucił na łóżko. -NIGDZIE IDZIESZ, CZY CI SIĘ TO PODOBA CZY NIE. -powiedział przez zaciśnięte zęby, co mnie przeraziło. Spojrzałam na niego jak na idiotę, a on parsknął śmiechem i mruknął chyba „Dawna Julka” nie byłam tego pewna, ponieważ powiedział to bardzo cicho. -Właśnie że pójd... Co ty robisz ?! -przerwałam w pół zdania, patrząc, jak wyciąga jakiś materiał z szafki, i idzie w moją stronę. -To. -powiedział, po czym jeden koniec zawiązał na mojej ręce , a drugi przywiązał do łóżka. -No chyba sobie jaja robisz ! Jak ja mam iść na przykład do ubikacji ?! -Wydarłam się na niego, a on tylko wzruszył ramionami. -Nie wiem. Zasłużyłaś na to. Nie mogę pozwolić żeby ci się coś stało, bo twoi rodzice mnie wtedy zabiją. -powiedział, po czym wzniósł teatralnie ręce jakby był na to wszystko bezsilny. No chyba nie. Może mi jeszcze pieluchę założy. Tfu.. Wypluwam, bo się gdzie spełni i dopiero będzie. - Fajnie. -mruknęłam i opadłam na łóżko. Fascynujące jest to że sufit może być tak bardzo interesujący gdy nie ma się co robić. No w najgorszym wypadku, mogłam się patrzeć na tę jego ohydną gębę, która doprawiała mnie o mdłości. Myśli że będzie fajny jak najpierw całkiem olewa dziewczynę, później udaje że interesuje go jej osoba, a później powtórzy pierwszą czynność ? Bitch please. Jeżeli zachowuje się tak wobec każdej laski, to ja jej z góry współczuję, ponieważ być tak traktowaną to się w głowie, nie mieści. O MÓJ BOŻE. Mam nadzieję, że nie będziemy spali w jednym łóżku. Bo jeśli tak to jak wrócę do domu, to pierwsze co zrobię to się zdezynfekuję. -Mam nadzieję że nie śpisz ze mną w jednym łóżku. -powiedziałam bez słowa zawahania. A on spojrzał się na mnie jak niepełną rozumu dziewczynę. -No a gdzie mam spać ? Z pingwinami, które miałaś na Grenlandii łapać ? -zapytał ze zdziwioną miną, a ja w duchu skarciłam się za słowa które wypowiedziałam wcześniej, teraz będzie mnie tym prześladował. -Tak. A tak serio ? -zapytałam z nadzieją w głosie, że powie że będzie spał sobie na podłodze. -Ja śpię na tym łóżku. Nie mam z tym problemu, nie wiem jak ty. W końcu spaliśmy już kiedyś razem. Nie ma się czego wstydzić. -odpowiedział, a ja nie wierzyłam. Czy jemu chodził o to, że spać, że spać czy spać, że seks ? Omg. Nie wiedziałam. -Ale że w jednym łóżku, czy że no wiesz... -powiedziałam i poczułam jak krew napływa mi do policzków. -No oczywiście że chodzi o seks. Nie mów że tego nie pamiętasz ! -powiedział oburzony i klęknął przede mną na łóżku. Ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona i schowałam twarz we włosach -Nie no żartuję. Musiałaś ze mną spać na jednym łóżku jak nocowaliśmy u mojej ciotki. -odpowiedział a mi ulżyło, ale pomimo tego krew z policzków odpłynęła. -No nie mów że mi uwierzyłaś w to że się z tobą przespałem ! -powiedział, i roześmiał się chyba po raz pierwszy od naszego spotkania. Ładny miał uśmiech, ale pomimo tego ja nadal siedziałam z naburmuszoną miną. - może. -odpowiedziałam, a jego mina zrzedła. Spojrzał na mnie i zaczął mnie szturchać w ramię przy tym lekko uśmiechając. -możesz odwiązać mi tą rękę ? -zapytałam z lekko wkurzonym głosem. Spojrzał się na mnie uważnie -a nie pójdziesz do Afryki łapać żyrafy ? - zapytał a ja parsknęłam śmiechem. Bożesz. Musi moje teksty kopiować.? -Wiedz że jak jakąś złapię, to przyjdzie do ciebie i wyliże ci twoją krzywą buźkę swoim 50 centymetrowym jęzorem. - odpowiedziałam, i uśmiechnęłam się łobuzersko. Chyba po raz pierwszy od jakichś 2-3 dni. - Ładny masz uśmiech. - powiedział ni stąd ni zowąd. Do moich policzków znów napłynęła krew, i zapewne wyglądałam teraz jak burak. -No to odwiążesz ? -ponownie zapytałam, nawet nie dziękując za komplement. -Hmm.. daj buzi w policzek to cię odwiążę -powiedział i wskazał miejsce na swoim policzku, robił sobie ze mnie ewidentne jaja, a mi się to nie spodobało. -Tak, od razu w dupę cię pocałuje. -powiedziałam z sarkazmem w głosie. -Nie to nie. Posiedzisz sobie do rana. -powiedział i usiadł obok mnie, opierając się o ścianę. Ja z tą ręką długo nie wytrzymam, już mnie boli od tego materiału. Ugh. -No dobra. Ale jeden raz. I masz mi odwiązać. Okej ? -odpowiedziałam a on pokiwał głową do przodu i do tyłu. Obrócił się do mnie przodem, podwijając pod siebie nogi. Nadstawił policzek, a gdy miałam już go cmoknąć w policzek on odwrócił głowę i trafiłam prosto w jego usta. Przytrzymał moją wolną rękę i zaczął namiętnie mnie całować, siadając przy okazji na mnie okrakiem. Próbowałam się wyrwać, odwrócić głowę, ale na nic się zdały moje siły, ponieważ drugą ręką chwycił mnie za brodę. Odessał się ode mnie -Proszę, odwzajemnij pocałunek a cię odwiążę, proszę cię tylko o tą jedną rzecz. -powiedział z litością wypisaną na twarzy. No chyba nie. I ja mam oddać mu mój pocałunek ? No proszę was, normalnie on chyba zwariował. Po raz kolejny musnął moje usta swoimi, delikatnie schodząc coraz niżej, i niżej, aż do mojego dekoltu. -Dobra, dobra, dobra, ale nie całuj mnie po cyckach. Człowieku, opamiętaj się. -powiedziałam trochę wkurzona. Coś czułam, że on chce czegoś więcej ode mnie, ale ja mu tego nie dam. Musnął ponownie delikatnie moje wargi, a ja nie zareagowałam, powoli zaczynał czule mnie całować, a ja oddałam mu ten pocałunek by mieć już to z głowy. W końcu nasze języki zaczęły tańczyć dziki taniec ze sobą. Pocałunek się pogłębiał, a ja niestety byłam tego w pełni świadoma. Już nie trzymał ręką mojej twarzy i ręki, natomiast jedną chwycił mnie za tyłek, a drugą miał pod moimi plecami. Powoli zaczął mnie do siebie przyciągać, ale ja w końcu oderwałam się od niego. -Odwzajemniłam pocałunek. A teraz proszę cię abyś mnie odwiązał. - powiedziałam to ze stoickim spokojem, a on tylko spojrzał się na mnie rozczarowanym spojrzeniem. Nie mogłam pozwolić na to aby do czegoś między nami doszło, a tym bardziej aby to się powtórzyło. -Okej. - mój wzrok przejechał powoli po jego ciele i zatrzymał się na kroczu. Widoczny był namiot, spojrzał się na mnie i powiódł za moim spojrzeniem, ja od razu parsknęłam śmiechem a on zrobił się czerwony niczym cegła. -Nachylił się nade mną aby odwiązać materiał -Nie przejmuj się, każdemu się może zdarzyć. -szepnęłam mu na ucho, poczułam że moja ręka jest już uwolniona. Pomimo tego że ją odwiązał, zamarł momentalnie w bezruchu. Nie wiedziałam o co chodzi, więc spojrzałam do góry, a on patrzył na moją szyję. -Emm.. o co chodzi ? -zapytałam, a on nadal był w tej samej pozycji. W końcu klasnęłam mu przed oczami rękoma. Poruszał energicznie głową, jakbym wyrwała go z jakiegoś transu. -Jakim cudem ty masz takie znamię* ? -wybałuszył na mnie oczy, a ja myślałam że dostanę zawału. Nikt tego nie widział, po za mną, Vicky, mamą i Emilem. NIKT. Omg. -Od urodzenia takie mam. Nie lubię tego, ale nie mogę nic na to poradzić, usuwać tego też nie będę bo szkoda mi kasy. -powiedziałam od niechcenia, chociaż w środku mnie rozrywało dziwne uczucie. Tak jakby trochę rozbawienia, strachu i zdziwienia. -Aha. Wiesz ? Ja się położę spać, bo dzisiaj jakoś nie za bardzo się wyspałem. -powiedział i podrapał się po karku, po czym skierował się do ubikacji. Po kilku minutach usłyszałam szum wody, ja sama rozebrałam się i założyłam na siebie jakąś jego koszulkę, która w sam raz zakrywała mój tyłek. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit, gdy nagle do pokoju wszedł Adam. -Fiu fiu, ale w mojej koszulce wyglądasz seksownie. -powiedział a ja mimowolnie na niego spojrzałam, po czym wstałam i skierowałam się w stronę łazienki. Ponownie rozebrałam się i przypomniało mi się że zapomniałam bielizny z pokoju. Nie chciało mi się ubierać z powrotem więc postanowiłam że zawinę się w ręcznik i pójdę tak do pokoju. Wchodząc Adam zagwizdał -Gwizda to się na psy, nie na kobiety. Nie wiedziałeś ? -spiorunowałam go wzrokiem, po czym stanęłam przed nim wychylając prawe biodro na bok. -Gdzie jest moja bielizna ? -zapytałam bez zastanowienia, ponieważ nie zdążyłam przez tego imbecyla dowiedzieć się gdzie w ogóle są moje bagaże i ubrania. -Tam jest twoja walizka, kupiłem ci kilka ubrań i najpotrzebniejszych rzeczy. Rozmiar stanika podpowiedziała mi ciocia. Ha ha ha ha ha- wskazując palcem walizkę, roześmiał się a ja po raz kolejny spiorunowałam go wzrokiem. Podeszłam do walizki i zaczęłam w niej grzebać, w końcu znalazłam majtki i stanik. Wstałam i odwracając się...
_______________________________________________________________
*zdjęcie będzie w zakładce „Zdjęcia na potrzeby rozdziałów”

18 komentarzy:

  1. Super miśku :-* czekam na więcej ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na wiecej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie ma za co dziękować :* , a co do rozdziału świetny o jak zwykle czekam na następny /Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. teraz to ja już nie wiem to w końcu będą razem czy nie ?

    OdpowiedzUsuń
  5. ten rozdział jak na mnie jest dziwny no bo najpierw ma ja w dupie nie chce jej znać a teraz nagle się całują i Bóg wie jeszcze co? wgl. w tym rozdziale cały czas raz ten Adam był miły raz nie chciał jej znać, nie wiem czy ten rozdzial była jakiś taki.. i tak czekam na następny i mam nadzieje ze będzie lepszy od tego .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak na mnie ty się zastanów czy ta wypowiedź miała sens? no właśnie. to znaczy coś w tym jest bo w sumie racja ale napisałaś to tak trochę jak na mnie nie zrozumiale :D

      Usuń
  6. ajjj dawaj dalej *-*

    OdpowiedzUsuń
  7. będzie dziś jeszcze ?

    OdpowiedzUsuń
  8. mają być razem!

    OdpowiedzUsuń
  9. to oni będą razem?

    OdpowiedzUsuń
  10. umre z ciekawości! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. boskie jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  12. no dawaj następny szybko!

    OdpowiedzUsuń
  13. świetnie piszesz :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Blagam niech oni nie będą spokrewnieni.. Proszę niech będą parą <3 Pliss !

    OdpowiedzUsuń
  15. proszę dodaj dzis

    OdpowiedzUsuń
  16. dodasz coś ?

    OdpowiedzUsuń