sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 21.

No siemka :d Na początku należą się wam przeprosiny, ponieważ wiem, że rozdział miał pojawić się w środę, a pojawia się dopiero dzisiaj (sobotę). W czwartek i w piątek nie miałam dostępu do komputera, a w środę nie dokończyłam rozdziału... Zabrakło mi trochę czasu, i tyle... Ale pojawił się teraz :d No więc jest jeszcze taka informacja. Rozdziały będę dodawała co tydzień, tylko że o wieeeeeeeeeeeeeeeeeeele dłuższe. I chciałam jeszcze podziękować za tyle wyświetleń ! (Aktualnie 2631) naprawdę, to jest piękne i motywujące, że tyle osób wchodzi na mojego bloga, i to czyta ! :)

 
...-Pomyliły ci się drogi ! Do mnie idzie się prosto ! -obejrzałam się i zauważyłam Bezmózgiego. „No nie, miałam nadzieje że poszedł gdzieś indziej” pomyślałam, po czym stanęłam i wywróciłam oczami. -Daleko masz do tego domu ? -zapytałam wywracając oczami...”

...po czym ruszyłam bez słowa, w stronę jego domu. Ten paszczur dobrze wiedział jak mnie wkurzyć. Szłam powolnym krokiem, nie odzywając się ani słowem. Po chwili poczułam jak ktoś mnie chwyta za rękę, odwróciłam się i zobaczyłam Adama z uśmiechem na twarzy, jakby sobie banana wsadził do gęby. -Puszczaj -powiedziałam, po czym wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. On tylko się zaśmiał lekko i szedł obok mnie w zupełnej ciszy. Po jakichś 5 minutach, poczułam jak ktoś wbija mi palce w żebra. Pierwsze co zrobiłam to pisk. Taki odruch. Spojrzałam na Adama a on tylko mrugnął do mnie.
*OCZAMI ADAMA*
Chciałem jakoś rozluźnić atmosferę, ale oczywiście panna wszystkomniewtobiedenerwuje musiała się dąsać. Dźgnąłem ją lekko palcem w żebra, a ona śmiesznie zapiszczała. Spojrzała się na mnie z mordem w oczach, a mi tylko chciało się śmiać, więc puściłem do niej oczko. Miała ochotę się na mnie rzucić, ale po chwili jej wyraz twarzy łagodniał, a ja poczułem ukłucie w boku i oddalającą się Julkę. Zacząłem za nią biec, aż w końcu ją złapałem w pasie i zakręciłem nią w kółko. Ciekawe co jej się tak nagle humor poprawił. Kręciłem nią w kółko, a ona się śmiała, po czym znowu zaczęła mnie dźgać, a ja starałem się jej nie wypuszczać, ale to było silniejsze ode mnie. Znowu zobaczyłem że się oddala ode mnie, a ja znowu zacząłem za nią biec. Gdy tym razem ją złapałem, zacząłem ją łaskotać. -Prz-prze-przestań ! P-pro-prosze ! Obiecuje że nie b-będę ci-cie ła-łasko-łaskotała a-a-a-ani dź-dźga-dźgała !- powiedziała z przerwami na śmiech, a ja niepewnie przestałem ją łaskotać po brzuchu. Ona nie wyrywała się już, tylko stała z wielkim uśmiechem na twarzy i muszę przyznać, że ładnie wygląda jak się uśmiecha. -Dobra, koniec wygłupów, idziemy parodiować ten tekst. Hahahahahaha -powiedziałem, a ona tylko pokiwała głową i ruszyła z uśmiechem. Reszta drogi minęła nam bardzo szybko, co prawda szliśmy w ciszy, ale takiej miłej dla naszych uszu. Weszliśmy do domu mojej babci a ona spojrzała pytająco na Julkę, a po chwili na mnie. -Koleżanka. Parodiujemy Romka i Julkę. -powiedziałem, zanim zdążyła zadać pytanie kim jest i po co przyszła. Babcia tylko pokiwała głową, po czym weszliśmy do kuchni aby zjeść obiad. To kogo w niej zobaczyłem, przyprawiło mnie o mdłości. -Co ona tu robi ?! -krzyknąłem gdy zobaczyłem moją matkę. -Przyszła z Tobą porozmawiać, i proszę cię abyś nie krzyczał. -powiedziała babcia, a na policzkach mojej mamy pojawiły się lekkie rumieńce. -Nie chcę z nią rozmawiać, ja jej nienawidzę. Rozumiesz ?! Nienawidzę !! -krzyknąłem po raz kolejny. -Uspokój się Adaś. Ja chcę tylko zabrać cię do domu, abyś nie siedział babci na głowie. -powiedziała lekko poddenerwowanym głosem. -Babciu, czy przeszkadza ci to że u ciebie mieszkam ? Tylko szczerze. -powiedziałem, a ona pokręciła przecząco głową. -Widzisz ?! Babci to nie przeszkadza to, że tu mieszkam ! Z Tobą nie chce mieć nic wspólnego ! -krzyknąłem po raz kolejny. -Adam, do jasnej cholery, uspokój się ! Masz w tej chwili spakować swoje rzeczy i wsiadać do samochodu czy ci się to podoba czy nie ! Nie interesuje mnie w tym momencie twoje zdanie ! Nie jesteś jeszcze pełnoletni, więc ja decyduje gdzie, kiedy i jak masz mieszkać ! -krzyknęła, spojrzałem na Julkę, która stała z boku i przyglądała się całej sytuacji. -Mam w dupie twoje zdanie ! Wcześniej jakoś za specjalnie cię nie interesowałem.! Powiedziałem raz i powtórzę to drugi: TERAZ MASZ JUŻ TYLKO JEDNEGO SYNA I SIĘ Z TYM POGÓDŹ !! A teraz wynoś się stąd ! Nie myśl, że gdziekolwiek z Tobą pojadę ! -krzyknąłem po raz kolejny, a ona się na mnie spojrzała jakby zobaczyła ducha. -Ani mi się śni stąd wychodzić, dopóki nie wsiądziesz do mojego auta ! Idź pakować rzeczy !! -krzyknęła a ja miałem chęć ją teraz udusić. Jak tak, to miała mnie w dupie, a teraz wielce się interesuje mną, i tym gdzie przebywam. Pff..
*OCZAMI JULKI*
Stałam z boku i przypatrywałam się sytuacji, nie wiedziałam czy wyjść, czy zostać czy odezwać się, czy nie. W ogóle nie wiedziałam co zrobić. Adamowi musi być naprawdę ciężko, ponieważ widzę jego nienawiść w oczach, którą żywi do matki. Opanowała ich złość, myślałam, że zaraz skoczą sobie do gardeł. W sumie to było mi trochę szkoda Adama, ponieważ dzisiaj postanowiłam na razie zakopać topór wojenny do czasu skończenia parodiowania Romea i Julki. Jak mnie łaskotał poczułam jakby mój żołądek wywracał fikołki i co chwilę podskakiwał z radości. -Jeżeli ty nie wychodzisz z tego pomieszczenia, to ja wyjdę !! Nie zamierzam spędzić z tobą ani sekundy dłużej ! -powiedział, po czym wbiegł po schodach i zatrzasnął jedne drzwi, które znajdowały się na górze. Kobiety spojrzały na mnie wybite z pantałyku – Ja może pójdę do niego. Jakoś go uspokoję. Które drzwi są od jego pokoju, proszę pani ? -zwróciłam się do babci Adama. -Drugie drzwi, po lewej. -powiedziała, a ja udałam się tam. Zapukałam delikatnie do drzwi. -Nie chcę z tobą gadać !! -powiedział, a ja delikatnie uśmiechnęłam się do siebie. -Nawet ze mną ? -powiedziałam przyjaznym głosem, co mnie bardzo zdziwiło, że byłam do czegoś takiego zdolna. -No dobra. Wejdź. Tylko nie przestrasz się tego burdelu. -powiedział, a ja delikatnie nacisnęłam klamkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam go leżącego, brzuchem do góry, na łóżku z granatową pościelą. Wokół niego były porozrzucane jakieś spodnie i koszulki a na biurku stał pusty kubek i jakiś talerz. Ściany były ciemno czerwone z kremowi paskami, które były gdzie, nie gdzie namalowane. - Jak się czujesz ? -zapytałam siadając na kraju łóżka. On tylko wzruszył ramionami. -Szczerze ? - kiwnęłam głową. - Chujowo. Jak już się zaczyna układać, to coś musi się zjebać. -powiedział ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. - Wszystko się kiedyś ułoży, mówię ci. - powiedziałam z lekkim uśmiechem, a on tylko się podniósł na łokciach, po czym nam mnie spojrzał. - Wątpię w to. Ja jej tak nienawidzę, nienawidzę ojca, brata. Arek zawsze najlepszy, jego zawsze wywyższają a ja ? Ja jak zwykle ten najgorszy. - powiedział a w jego oczach można było dostrzec błysk smutku i żalu. - Chodź tu – powiedziałam i rozłożyłam ręce aby go przytulić. Momentalnie znalazł się w moich ramionach, a moje nozdrza wypełnił miły zapach jego perfum. Bardziej wtuliła się w jego szyję a on nie puszczał mnie przez dobre 5 minut. -Wszystko już w porządku ? -zapytałam delikatnym i miłym głosem. Pokiwał twierdząco głową – Dziękuję że jesteś – powiedział a ja poczułam jak na moje policzki wkrada się rumieniec – Proszę – powiedziałam a on posłał mi ciepły uśmiech – Ładnie wyglądasz jak się rumienisz, wiesz o tym ? - zapytał a ja przybrałam jeszcze czerwieńszy wyraz twarzy, po czym lekko uderzyłam go w ramię – Przestań Klimek bo będziesz żałował że to powiedziałeś – wytknęłam mu język a on tylko się zaśmiał – od kiedy ty możesz mówić do mnie po nazwisku ? - zapytał, a ja wzruszyłam ramionami – w sumie od kiedy znam twoje nazwisko KLIMEK – powiedziałam a on wybuchł śmiechem – co cię tak śmieszy paskudo ? - zapytałam a on zrobił oczy jak 5 złotych – Ja jestem paskudą ?! Ja jestem paskudą ?!?! Wypluj to ! - powiedział po czym zaczął się do mnie zbliżać, próbując udawać złego – Hahahaha, nie ! Jesteś wielką paskudą – powiedziałam śmiejąc się, a on podchodził do mnie, a ja zaczęłam cofać się w stronę ściany. Gdy podszedł do mnie to zaczął mnie łaskotać, na co zaczęłam uciekać tyłem, w wyniku czego zaliczyłam bliskie spotkanie z ziemią. I mówię tu dosłownie, ponieważ Adam leżał na mnie, a ja leżałam na ziemi. I muszę przyznać że dupę to on ma cholernie ciężką, jak na tak chude ciałko. - Złaź ze mnie, klocku !! - powiedziałam, a właściwie krzyknęłam przez śmiech. - Że ja skarbie ?! Że ja ?! Hahaha, niedoczekanie twoje ! -powiedział, a na mój policzek wkradł się rumieniec, jak powiedział do mnie „skarbie” - No złaź ! - krzyknęłam kolejny raz przez śmiech. - Nie ! Jesteś zbyt wygodna – powiedział a ja byłam zmuszona zepchnąć go ze mnie w dość brutalny sposób. - I co ? Aż takie to było trudne ? Podłoga też niczego sobie, nie sądzisz ? -zapytałam i wybuchłam śmiechem, on zrobił minę obrażonego dziecka i usiadł po turecku. -Foch ! -powiedział i odwrócił głowę ode mnie, a ja zaczęłam zanosić się jeszcze większym śmiechem. - Co się tak śmieszy ? - powiedział, a ja na chwilę się uspokoiłam – Z ciebie – powiedziałam a on pokręcił teatralnie głową – Ooooo nie. Wypluj te słowa – powiedział, próbując się nie śmiać – Nie-e – powiedziałam a on w momencie się na mnie rzucił i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać, przez co rozbolał mnie brzuch. -Brzu-brzuch m-mnie bo-bo-boli ! - wykrzyczałam a on przestał mnie łaskotać, i siadł na mnie okrakiem. Wpatrywał się we mnie. Miał bardzo śliczne zielone oczy. Nikt takich nie miał jak on, one hipnotyzowały z każdą chwilą coraz bardziej i bardziej... Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nasze usta dzieliły milimetry od pocałunku, gdy do pokoju wkroczyła jego babcia, a ja w momencie zrobiłam się cała czerwona jak burak. Adam szybko zeskoczył ze mnie, a jego babcia, szybko wyszła z pokoju. -No bo ten... Yyy.. ja cię chciałem przeprosić za to.. No bo, wiesz... Nie chciałem żeby tak wyszło i w ogóle. No yy... To jak ? Tak jak dawniej ? Hm..? -zapytał, a mi szczerze powiedziawszy ulżyło, i zrobiło się dziwnie. - czyli wolisz jak się kłócimy, i w ogóle ? Spoko. Mi to różnicy nie robi. - powiedziałam z poważną miną. -Co ?! Nie ! Nie, nie, nie, nie !! Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, żeby zapomnieć o tym... co zaszło. -powiedział przerażony wizją dalszego życia, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. W środku nadal go nienawidziłam, ale muszę go tolerować do końca tego durnego przedstawienia. - Spoko. Ale mam nadzieję że wiesz o tym, że po tym chorym przedstawieniu będzie tak samo, jak i przed ? - zapytałam, a on pokiwał lekko zawiedziony głową. Usiadłam na łóżku, i nie wiedząc kiedy, położyłam się na nim, wciąż mając nogi na podłodze. -Musimy się brać za ten tekst. - powiedział bez żadnych emocji w głosie, a ja wstałam z niechęcią – bo muszę przyznać że ma wygodne łóżko – i podeszłam, siadając po chwili na wolnym krześle obok biurka.
~*~*~
Uff.. Na reszcie skończyliśmy. Spojrzałam na zegarek. 22.00. Cholera. Mama mnie zabije, że tak późno wróciłam do domu. Na bank będę martwa. Ja się mogę o to założyć. - Muszę już iść. Mama mnie chyba zabije za tak późną godzinę powrotu. Miałam być na 16. -powiedziałam i zaczęłam się powoli zbierać. Adam wstał i zaczął szperać w szafie, przez co delikatnie wybił mnie z pantałyku. Po chwili podał mi swoją bejsbolówkę – załóż. Na dworze jest zimno, jak coś to oddasz mi ją jutro, czy tam kiedy – powiedział a ja ubrałam za dużą bluzę. Czułam się jakbym założyła wielki worek na siebie – Dzięki – powiedziałam, i delikatnie się uśmiechnęłam. Chciałam otwierać drzwi, gdy dostałam nimi nagle w głowę. Zachwiałam się lekko, i upadłam. Adam szybko do mnie podbiegł, a ja zaczęłam się podnosić, trzymając rękę na czole. Spojrzałam w kierunku drzwi i zobaczyłam w nich matkę chłopaka. -Wyjdź stąd ! Nie widzisz że mam gościa ?! Którego w dodatku poturbowałaś ?! -krzyknął a ja podskoczyłam nieświadoma czynu który właśnie zrobił. - Już dobrze, dobrze. Chciałam tylko zobaczyć czy jesteś spakowany, bo za 15 minut jedziemy. -powiedziała a Adam zrobił się czerwony ze złości. -Wyjdź ! Nigdzie z tobą nie jadę ! Rozumiesz ?! Powiedziałem raz, i słowa dotrzymam ! ZOSATJĘ U BABCI ! -krzyknął, a mnie zaczęła głowa boleć od tych wrzasków. Jego matka poddała się i trzasnęła mocno drzwiami, którymi nie tak dawno oberwałam w głowę. - Nic ci nie jest ? - zapytał z zdenerwowaniem w głosie a ja lekko pokręciłam głową. - Przepraszam, że tak zacząłem krzyczeć, ale nienawidzę tej kobiety. - powiedział, a ja chwilowo zmarszczyłam brwi. - Przecież to twoja matka, nie możesz jej nienawidzić. -powiedziałam po chwili ciszy. Spojrzał się na mnie jakby zobaczył ufoludka -owszem. Mogę. Nie wiesz co ona mi zrobiła, nie wiesz jak mnie traktowała. -powiedział surowym tonem. - Cóż, nie wiem co ci takiego ona zrobiła, ale wiesz... To ona jest jednak twoją matką, i gdyby nie ona, nie siedziałbyś tu teraz ze mną. -powiedziałam delikatnie się uśmiechając. - Może i tak, ale za bardzo boli to co robiła. Moja nienawiść do niej nie minie. - powiedział, i w momencie wziął twarz w ręce i zaczął nimi o nią pocierać. -Wszystko się ułoży, zobaczysz. -powiedziałam i delikatnie go przytuliłam, a on od razu odwzajemnił gest, i zaczęliśmy się kiwać delikatnie raz w prawą, raz w lewą stronę. Miałam skłonność do pocieszania ludzi. - Zbierajmy się, bo twoja mama będzie mnie z toporkiem goniła. - powiedział, po czym zaśmiał się i pomógł mi wstać z podłogi na której do tej pory siedziałam razem z nim. - No to idziemy. - powiedziałam, a on przepuścił mnie w drzwiach, które otworzył chwilę wcześniej. Zeszliśmy na dół, gdzie siedziała na kanapie jego babcia. - Babciu, ja idę odprowadzić Julkę, żeby nic się jej nie stało. - powiedział, po czym objął mnie w talii, ja lekko speszona wyswobodziłam się delikatnie z jego objęcia i stanęłam kawałek od niego. -Proszę cię abyś odprowadził ją pod same drzwi domu, dobrze ? Ona jest cudem natury, bo cię uspokoiła w jakiś dziwny dla mnie sposób. Obiecaj mi tu ! - Adam przewrócił oczami – Wiem babciu że mam ją odprowadzić pod same drzwi. I ja jestem spokojny ! Ona mnie wcale nie musiała uspokajać ! - powiedział wzburzony a jego babcia się zaśmiała. -Tak, tak wnusiu. Oczywiście. - powiedziała a on tylko przewrócił oczami. - Niech ci będzie. To my idziemy. - powiedział, po czym pociągnął mnie w stronę głównych drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz, a mnie uderzyło zimne powietrze, odruchowo potarłam rękami o swoje ramiona aby się ogrzać. -Zimno ci ? -zapytał gdy przeszliśmy kawałek, pokręciłam przecząco głową, a on tylko zaśmiał się lekko. - Trzęsiesz się jakbyś dostała padaczki. - powiedział i zaczął coraz bardziej się śmiać. - Ej. Dobra, może trochę mi zimno, no ale bez przesady. Aż tak to się chyba nie trzęsę. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać razem z nim. -No dobra, aż tak bardzo to nie. - powiedział gdy powoli zaczął opanowywać śmiech...

1 komentarz: