No siemka :d Na początku należą się wam przeprosiny, ponieważ wiem, że rozdział miał pojawić się w środę, a pojawia się dopiero dzisiaj (sobotę). W czwartek i w piątek nie miałam dostępu do komputera, a w środę nie dokończyłam rozdziału... Zabrakło mi trochę czasu, i tyle... Ale pojawił się teraz :d No więc jest jeszcze taka informacja. Rozdziały będę dodawała co tydzień, tylko że o wieeeeeeeeeeeeeeeeeeele dłuższe. I chciałam jeszcze podziękować za tyle wyświetleń ! (Aktualnie 2631) naprawdę, to jest piękne i motywujące, że tyle osób wchodzi na mojego bloga, i to czyta ! :)
„...-Pomyliły
ci się drogi ! Do mnie idzie się prosto ! -obejrzałam się i
zauważyłam Bezmózgiego. „No nie, miałam nadzieje że poszedł
gdzieś indziej” pomyślałam, po czym stanęłam i wywróciłam
oczami. -Daleko masz do tego domu ? -zapytałam wywracając
oczami...”
...po czym ruszyłam bez słowa, w stronę jego domu.
Ten paszczur dobrze wiedział jak mnie wkurzyć. Szłam powolnym
krokiem, nie odzywając się ani słowem. Po chwili poczułam jak
ktoś mnie chwyta za rękę, odwróciłam się i zobaczyłam Adama z
uśmiechem na twarzy, jakby sobie banana wsadził do gęby. -Puszczaj
-powiedziałam, po czym wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. On
tylko się zaśmiał lekko i szedł obok mnie w zupełnej ciszy. Po
jakichś 5 minutach, poczułam jak ktoś wbija mi palce w żebra.
Pierwsze co zrobiłam to pisk. Taki odruch. Spojrzałam na Adama a on
tylko mrugnął do mnie.
*OCZAMI ADAMA*
Chciałem jakoś rozluźnić atmosferę, ale oczywiście
panna wszystkomniewtobiedenerwuje musiała się dąsać. Dźgnąłem
ją lekko palcem w żebra, a ona śmiesznie zapiszczała. Spojrzała
się na mnie z mordem w oczach, a mi tylko chciało się śmiać,
więc puściłem do niej oczko. Miała ochotę się na mnie rzucić,
ale po chwili jej wyraz twarzy łagodniał, a ja poczułem ukłucie w
boku i oddalającą się Julkę. Zacząłem za nią biec, aż w końcu
ją złapałem w pasie i zakręciłem nią w kółko. Ciekawe co jej
się tak nagle humor poprawił. Kręciłem nią w kółko, a ona się
śmiała, po czym znowu zaczęła mnie dźgać, a ja starałem się
jej nie wypuszczać, ale to było silniejsze ode mnie. Znowu
zobaczyłem że się oddala ode mnie, a ja znowu zacząłem za nią
biec. Gdy tym razem ją złapałem, zacząłem ją łaskotać.
-Prz-prze-przestań ! P-pro-prosze ! Obiecuje że nie b-będę ci-cie
ła-łasko-łaskotała a-a-a-ani dź-dźga-dźgała !- powiedziała z
przerwami na śmiech, a ja niepewnie przestałem ją łaskotać po
brzuchu. Ona nie wyrywała się już, tylko stała z wielkim
uśmiechem na twarzy i muszę przyznać, że ładnie wygląda jak się
uśmiecha. -Dobra, koniec wygłupów, idziemy parodiować ten tekst.
Hahahahahaha -powiedziałem, a ona tylko pokiwała głową i ruszyła
z uśmiechem. Reszta drogi minęła nam bardzo szybko, co prawda
szliśmy w ciszy, ale takiej miłej dla naszych uszu. Weszliśmy do
domu mojej babci a ona spojrzała pytająco na Julkę, a po chwili na
mnie. -Koleżanka. Parodiujemy Romka i Julkę. -powiedziałem, zanim
zdążyła zadać pytanie kim jest i po co przyszła. Babcia tylko
pokiwała głową, po czym weszliśmy do kuchni aby zjeść obiad. To
kogo w niej zobaczyłem, przyprawiło mnie o mdłości. -Co ona tu
robi ?! -krzyknąłem gdy zobaczyłem moją matkę. -Przyszła z Tobą
porozmawiać, i proszę cię abyś nie krzyczał. -powiedziała
babcia, a na policzkach mojej mamy pojawiły się lekkie rumieńce.
-Nie chcę z nią rozmawiać, ja jej nienawidzę. Rozumiesz ?!
Nienawidzę !! -krzyknąłem po raz kolejny. -Uspokój się Adaś. Ja
chcę tylko zabrać cię do domu, abyś nie siedział babci na
głowie. -powiedziała lekko poddenerwowanym głosem. -Babciu, czy
przeszkadza ci to że u ciebie mieszkam ? Tylko szczerze.
-powiedziałem, a ona pokręciła przecząco głową. -Widzisz ?!
Babci to nie przeszkadza to, że tu mieszkam ! Z Tobą nie chce mieć
nic wspólnego ! -krzyknąłem po raz kolejny. -Adam, do jasnej
cholery, uspokój się ! Masz w tej chwili spakować swoje rzeczy i
wsiadać do samochodu czy ci się to podoba czy nie ! Nie interesuje
mnie w tym momencie twoje zdanie ! Nie jesteś jeszcze pełnoletni,
więc ja decyduje gdzie, kiedy i jak masz mieszkać ! -krzyknęła,
spojrzałem na Julkę, która stała z boku i przyglądała się
całej sytuacji. -Mam w dupie twoje zdanie ! Wcześniej jakoś za
specjalnie cię nie interesowałem.! Powiedziałem raz i powtórzę
to drugi: TERAZ MASZ JUŻ TYLKO JEDNEGO SYNA I SIĘ Z TYM POGÓDŹ !!
A teraz wynoś się stąd ! Nie myśl, że gdziekolwiek z Tobą
pojadę ! -krzyknąłem po raz kolejny, a ona się na mnie spojrzała
jakby zobaczyła ducha. -Ani mi się śni stąd wychodzić, dopóki
nie wsiądziesz do mojego auta ! Idź pakować rzeczy !! -krzyknęła
a ja miałem chęć ją teraz udusić. Jak tak, to miała mnie w
dupie, a teraz wielce się interesuje mną, i tym gdzie przebywam.
Pff..
*OCZAMI JULKI*
Stałam z boku i przypatrywałam się sytuacji, nie
wiedziałam czy wyjść, czy zostać czy odezwać się, czy nie. W
ogóle nie wiedziałam co zrobić. Adamowi musi być naprawdę
ciężko, ponieważ widzę jego nienawiść w oczach, którą żywi
do matki. Opanowała ich złość, myślałam, że zaraz skoczą
sobie do gardeł. W sumie to było mi trochę szkoda Adama, ponieważ
dzisiaj postanowiłam na razie zakopać topór wojenny do czasu
skończenia parodiowania Romea i Julki. Jak mnie łaskotał poczułam
jakby mój żołądek wywracał fikołki i co chwilę podskakiwał z
radości. -Jeżeli ty nie wychodzisz z tego pomieszczenia, to ja
wyjdę !! Nie zamierzam spędzić z tobą ani sekundy dłużej !
-powiedział, po czym wbiegł po schodach i zatrzasnął jedne drzwi,
które znajdowały się na górze. Kobiety spojrzały na mnie wybite
z pantałyku – Ja może pójdę do niego. Jakoś go uspokoję.
Które drzwi są od jego pokoju, proszę pani ? -zwróciłam się do
babci Adama. -Drugie drzwi, po lewej. -powiedziała, a ja udałam się
tam. Zapukałam delikatnie do drzwi. -Nie chcę z tobą gadać !!
-powiedział, a ja delikatnie uśmiechnęłam się do siebie. -Nawet
ze mną ? -powiedziałam przyjaznym głosem, co mnie bardzo zdziwiło,
że byłam do czegoś takiego zdolna. -No dobra. Wejdź. Tylko nie
przestrasz się tego burdelu. -powiedział, a ja delikatnie
nacisnęłam klamkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam go leżącego,
brzuchem do góry, na łóżku z granatową pościelą. Wokół niego
były porozrzucane jakieś spodnie i koszulki a na biurku stał pusty
kubek i jakiś talerz. Ściany były ciemno czerwone z kremowi
paskami, które były gdzie, nie gdzie namalowane. - Jak się czujesz
? -zapytałam siadając na kraju łóżka. On tylko wzruszył
ramionami. -Szczerze ? - kiwnęłam głową. - Chujowo. Jak już się
zaczyna układać, to coś musi się zjebać. -powiedział ze
stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. - Wszystko się kiedyś
ułoży, mówię ci. - powiedziałam z lekkim uśmiechem, a on tylko
się podniósł na łokciach, po czym nam mnie spojrzał. - Wątpię
w to. Ja jej tak nienawidzę, nienawidzę ojca, brata. Arek zawsze
najlepszy, jego zawsze wywyższają a ja ? Ja jak zwykle ten
najgorszy. - powiedział a w jego oczach można było dostrzec błysk
smutku i żalu. - Chodź tu – powiedziałam i rozłożyłam ręce
aby go przytulić. Momentalnie znalazł się w moich ramionach, a
moje nozdrza wypełnił miły zapach jego perfum. Bardziej wtuliła
się w jego szyję a on nie puszczał mnie przez dobre 5 minut.
-Wszystko już w porządku ? -zapytałam delikatnym i miłym głosem.
Pokiwał twierdząco głową – Dziękuję że jesteś –
powiedział a ja poczułam jak na moje policzki wkrada się rumieniec
– Proszę – powiedziałam a on posłał mi ciepły uśmiech –
Ładnie wyglądasz jak się rumienisz, wiesz o tym ? - zapytał a ja
przybrałam jeszcze czerwieńszy wyraz twarzy, po czym lekko
uderzyłam go w ramię – Przestań Klimek bo będziesz żałował
że to powiedziałeś – wytknęłam mu język a on tylko się
zaśmiał – od kiedy ty możesz mówić do mnie po nazwisku ? -
zapytał, a ja wzruszyłam ramionami – w sumie od kiedy znam twoje
nazwisko KLIMEK – powiedziałam a on wybuchł śmiechem – co cię
tak śmieszy paskudo ? - zapytałam a on zrobił oczy jak 5 złotych
– Ja jestem paskudą ?! Ja jestem paskudą ?!?! Wypluj to ! -
powiedział po czym zaczął się do mnie zbliżać, próbując
udawać złego – Hahahaha, nie ! Jesteś wielką paskudą –
powiedziałam śmiejąc się, a on podchodził do mnie, a ja zaczęłam
cofać się w stronę ściany. Gdy podszedł do mnie to zaczął mnie
łaskotać, na co zaczęłam uciekać tyłem, w wyniku czego
zaliczyłam bliskie spotkanie z ziemią. I mówię tu dosłownie,
ponieważ Adam leżał na mnie, a ja leżałam na ziemi. I muszę
przyznać że dupę to on ma cholernie ciężką, jak na tak chude
ciałko. - Złaź ze mnie, klocku !! - powiedziałam, a właściwie
krzyknęłam przez śmiech. - Że ja skarbie ?! Że ja ?! Hahaha,
niedoczekanie twoje ! -powiedział, a na mój policzek wkradł się
rumieniec, jak powiedział do mnie „skarbie” - No złaź ! -
krzyknęłam kolejny raz przez śmiech. - Nie ! Jesteś zbyt wygodna
– powiedział a ja byłam zmuszona zepchnąć go ze mnie w dość
brutalny sposób. - I co ? Aż takie to było trudne ? Podłoga też
niczego sobie, nie sądzisz ? -zapytałam i wybuchłam śmiechem, on
zrobił minę obrażonego dziecka i usiadł po turecku. -Foch !
-powiedział i odwrócił głowę ode mnie, a ja zaczęłam zanosić
się jeszcze większym śmiechem. - Co się tak śmieszy ? -
powiedział, a ja na chwilę się uspokoiłam – Z ciebie –
powiedziałam a on pokręcił teatralnie głową – Ooooo nie.
Wypluj te słowa – powiedział, próbując się nie śmiać –
Nie-e – powiedziałam a on w momencie się na mnie rzucił i zaczął
mnie łaskotać. Zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać, przez co
rozbolał mnie brzuch. -Brzu-brzuch m-mnie bo-bo-boli ! -
wykrzyczałam a on przestał mnie łaskotać, i siadł na mnie
okrakiem. Wpatrywał się we mnie. Miał bardzo śliczne zielone
oczy. Nikt takich nie miał jak on, one hipnotyzowały z każdą
chwilą coraz bardziej i bardziej... Zaczęliśmy się do siebie
zbliżać, nasze usta dzieliły milimetry od pocałunku, gdy do
pokoju wkroczyła jego babcia, a ja w momencie zrobiłam się cała
czerwona jak burak. Adam szybko zeskoczył ze mnie, a jego babcia,
szybko wyszła z pokoju. -No bo ten... Yyy.. ja cię chciałem
przeprosić za to.. No bo, wiesz... Nie chciałem żeby tak wyszło i
w ogóle. No yy... To jak ? Tak jak dawniej ? Hm..? -zapytał, a mi
szczerze powiedziawszy ulżyło, i zrobiło się dziwnie. - czyli
wolisz jak się kłócimy, i w ogóle ? Spoko. Mi to różnicy nie
robi. - powiedziałam z poważną miną. -Co ?! Nie ! Nie, nie, nie,
nie !! Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, żeby zapomnieć o
tym... co zaszło. -powiedział przerażony wizją dalszego życia, a
ja mimowolnie się uśmiechnęłam. W środku nadal go nienawidziłam,
ale muszę go tolerować do końca tego durnego przedstawienia. -
Spoko. Ale mam nadzieję że wiesz o tym, że po tym chorym
przedstawieniu będzie tak samo, jak i przed ? - zapytałam, a on
pokiwał lekko zawiedziony głową. Usiadłam na łóżku, i nie
wiedząc kiedy, położyłam się na nim, wciąż mając nogi na
podłodze. -Musimy się brać za ten tekst. - powiedział bez żadnych
emocji w głosie, a ja wstałam z niechęcią – bo muszę przyznać
że ma wygodne łóżko – i podeszłam, siadając po chwili na
wolnym krześle obok biurka.
~*~*~
Uff..
Na reszcie skończyliśmy. Spojrzałam na zegarek. 22.00. Cholera.
Mama mnie zabije, że tak późno wróciłam do domu. Na bank będę
martwa. Ja się mogę o to założyć. - Muszę już iść. Mama mnie
chyba zabije za tak późną godzinę powrotu. Miałam być na 16.
-powiedziałam i zaczęłam się powoli zbierać. Adam wstał i
zaczął szperać w szafie, przez co delikatnie wybił mnie z
pantałyku. Po chwili podał mi swoją bejsbolówkę
– załóż. Na dworze jest zimno, jak coś to oddasz mi ją jutro,
czy tam kiedy – powiedział a ja ubrałam za dużą bluzę. Czułam
się jakbym założyła wielki worek na siebie – Dzięki –
powiedziałam, i delikatnie się uśmiechnęłam. Chciałam otwierać
drzwi, gdy dostałam nimi nagle w głowę. Zachwiałam się lekko, i
upadłam. Adam szybko do mnie podbiegł, a ja zaczęłam się
podnosić, trzymając rękę na czole. Spojrzałam w kierunku drzwi i
zobaczyłam w nich matkę chłopaka. -Wyjdź stąd ! Nie widzisz że
mam gościa ?! Którego w dodatku poturbowałaś ?! -krzyknął a ja
podskoczyłam nieświadoma czynu który właśnie zrobił. - Już
dobrze, dobrze. Chciałam tylko zobaczyć czy jesteś spakowany, bo
za 15 minut jedziemy. -powiedziała a Adam zrobił się czerwony ze
złości. -Wyjdź ! Nigdzie z tobą nie jadę ! Rozumiesz ?!
Powiedziałem raz, i słowa dotrzymam ! ZOSATJĘ U BABCI ! -krzyknął,
a mnie zaczęła głowa boleć od tych wrzasków. Jego matka poddała
się i trzasnęła mocno drzwiami, którymi nie tak dawno oberwałam
w głowę. - Nic ci nie jest ? - zapytał z zdenerwowaniem w głosie
a ja lekko pokręciłam głową. - Przepraszam, że tak zacząłem
krzyczeć, ale nienawidzę tej kobiety. - powiedział, a ja chwilowo
zmarszczyłam brwi. - Przecież to twoja matka, nie możesz jej
nienawidzić. -powiedziałam po chwili ciszy. Spojrzał się na mnie
jakby zobaczył ufoludka -owszem. Mogę. Nie wiesz co ona mi zrobiła,
nie wiesz jak mnie traktowała. -powiedział surowym tonem. - Cóż,
nie wiem co ci takiego ona zrobiła, ale wiesz... To ona jest jednak
twoją matką, i gdyby nie ona, nie siedziałbyś tu teraz ze mną.
-powiedziałam delikatnie się uśmiechając. - Może i tak, ale za
bardzo boli to co robiła. Moja nienawiść do niej nie minie. -
powiedział, i w momencie wziął twarz w ręce i zaczął nimi o nią
pocierać. -Wszystko się ułoży, zobaczysz. -powiedziałam i
delikatnie go przytuliłam, a on od razu odwzajemnił gest, i
zaczęliśmy się kiwać delikatnie raz w prawą, raz w lewą stronę.
Miałam skłonność do pocieszania ludzi. - Zbierajmy się, bo twoja
mama będzie mnie z toporkiem goniła. - powiedział, po czym zaśmiał
się i pomógł mi wstać z podłogi na której do tej pory
siedziałam razem z nim. - No to idziemy. - powiedziałam, a on
przepuścił mnie w drzwiach, które otworzył chwilę wcześniej.
Zeszliśmy na dół, gdzie siedziała na kanapie jego babcia. -
Babciu, ja idę odprowadzić Julkę, żeby nic się jej nie stało. -
powiedział, po czym objął mnie w talii, ja lekko speszona
wyswobodziłam się delikatnie z jego objęcia i stanęłam kawałek
od niego. -Proszę cię abyś odprowadził ją pod same drzwi domu,
dobrze ? Ona jest cudem natury, bo cię uspokoiła w jakiś dziwny
dla mnie sposób. Obiecaj mi tu ! - Adam przewrócił oczami – Wiem
babciu że mam ją odprowadzić pod same drzwi. I ja jestem spokojny
! Ona mnie wcale nie musiała uspokajać ! - powiedział wzburzony a
jego babcia się zaśmiała. -Tak, tak wnusiu. Oczywiście. -
powiedziała a on tylko przewrócił oczami. - Niech ci będzie. To
my idziemy. - powiedział, po czym pociągnął mnie w stronę
głównych drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz, a mnie uderzyło zimne
powietrze, odruchowo potarłam rękami o swoje ramiona aby się
ogrzać. -Zimno ci ? -zapytał gdy przeszliśmy kawałek, pokręciłam
przecząco głową, a on tylko zaśmiał się lekko. - Trzęsiesz się
jakbyś dostała padaczki. - powiedział i zaczął coraz bardziej
się śmiać. - Ej. Dobra, może trochę mi zimno, no ale bez
przesady. Aż tak to się chyba nie trzęsę. - powiedziałam i
zaczęłam się śmiać razem z nim. -No dobra, aż tak bardzo to
nie. - powiedział gdy powoli zaczął opanowywać śmiech...
suuper . ;D czekam na kolejny rozdział .
OdpowiedzUsuń